SMUTEK KONKRETU / PUBLIKACJA


SMUTEK KONKRETU1

Rafał Drozdowski

Maciej Frąckowiak



1. Orientacja na konkret

          Jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, wszyscy w tej części świata mają już trochę dość „płynnej rzeczywistości”. Jakby mijał czas, w którym synonimem nowoczesności była faktyczna lub przynajmniej umiejętnie udawana dematerializacja gospodarki, pieniądza, relacji społecznych i nawet wojny. Przestajemy tak chętnie i z taką ufnością jak miało to miejsce jeszcze przed dziesięcioma czy nawet pięcioma laty dawać wiarę, że nieunikniony wzrost złożoności świata społecznego jest równoznaczny z przenoszeniem dyskusji o nim na coraz wyższe poziomy. Słychać głosy proszące o konkret. Domagające się przejścia od gadania do działania, od pomysłu do przemysłu, od takich form aktywności, które – jak programy pilotażowe czy konsultacje społeczne – mogą nie mieć żadnych dotykalnych, dalekosiężnych i trwałych konsekwencji do działań z uchwytnymi i nieusuwalnymi konsekwencjami.

Orientacja na konkret widoczna jest dziś właściwie wszędzie. W pierwszej kolejności łatwo ją dostrzec w gospodarce. Kryzys finansowy z końca 2008 roku nadszarpnął zaufanie do banków wciskających milionom balansujących na granicy wypłacalności średniaków wieloletnie kredyty hipoteczne i mamiących instytucje finansowe oraz inwestorów coraz to nowymi instrumentami pochodnymi, które od pewnego momentu nie mają już nic wspólnego z realną ekonomią. Przerażenie kapitalizmem kasynowym i jego skutkami utorowało drogę zgeneralizowanej nieufności do konceptów i przedsięwzięć biznesowych, w których jest za dużo abstrakcji. Już raz to przerabialiśmy. Pęknięcie bańki dotcomowej w roku 2001 uświadomiło inwestorom oraz przedsiębiorcom, że nie można bez końca handlować obietnicami. Podobne nastroje dały o sobie znać też po upadku Lehman Brothers i nie opuszczają nas do dzisiaj. Przedsięwzięcia oparte na założeniu, że da się osiągać krociowe zyski sprzedając wyłącznie przysłowiowy know-how lub goodwill, bądź redukując koszty do minimum gdyż „cały biznes dzieje się w Sieci”, gwałtownie tracą na wartości. Inwestorzy znów rozglądają się za czymś konkretnym – dotykalnym, mierzalnym, wycenialnym. Nawet jeśli to „coś” wpisuje się w lekceważoną do niedawna „starą gospodarką”. Jeszcze dziesięć lat temu miarą ekonomicznego rozwoju była jej dematerializacja. Jeśli szwalnie to w Chinach, Indonezji i Wietnamie. Jeśli montownie samochodów, to krajach półperyferyjnych, takich jak Polska czy Węgry. W krajach wysoko – nomen omen – uprzemysłowionych tylko działy badawczo-rozwojowe, dizajn, marketing, i oczywiście top management, który tym wszystkim zawiaduje. Dziś jednak za przykład stawiane są Niemcy, które projektują, ale też produkują u siebie. Słowo „reindustrializacja” zyskuje na popularności w politycznych debatach o przyszłości. (…)

Innym przykładem orientacji na konkret jest sfera aktywności obywatelskich. Część społeczników zdaje sobie sprawę, że strategie oddziaływania na rządzących oparte na przysłowiowych petycjach i listach protestacyjnych są nieskuteczne. Z podobnych powodów narasta dystans do rozmaitych iwentów i akcji pomyślanych jako sposób wywierania presji na władzę. Ich organizatorzy i uczestnicy zorientowali się, że nie wywołują one na decydentach większego wrażenia nawet jeśli są spektakularne i dobrze zorganizowane. Nie czynią tego z uwagi na swoją jednorazowość, ale też dlatego, że i jedna i druga strona zdaje sobie sprawę, iż za takim zaangażowaniem kryje się często lenistwo, że jego koszty są dzisiaj znikome. Kluczowe wydaje się poczucie marnowania czasu, które udziela się namówionym na uczestnictwo w negocjacjach oraz konsultacjach społecznych. Zamiast gadać, czekać i udawać trzeba działać, i to w najbardziej oczywistym, podstawowym i nieprzekombinowanym sensie tego słowa. Trzeba wysprzątać od tygodni niesprzątany dworzec. Trzeba bez pytania o zgodę wkopać znak ograniczający prędkość na nowopowstałej ulicy w osiedlu deweloperskim. Porządek trzeba zaprowadzić własnymi rękoma, to pierwsza – szeryfowska – cecha „partycypacji konkretnej”
2. Drugą jest lokalny zasięg oddziaływania – nie sposób za pomocą oddolnych obywatelskich mikroinicjatyw rozwiązać problemu chaosu wizualnego w przestrzeni publicznej czy brudnych dworców. Ograniczony zasięg i ograniczone oddziaływanie efektów nie muszą wcale tej formy partycypacji deprecjonować. Przeciwnie, sprzyjają myśleniu o niej jako o czymś wyjątkowym i ekskluzywnym.

Głód konkretu daje się odczuć również w nauce. (…) Nauki humanistyczne i społeczne potrzebują dziś nowej legitymizacji. Żądają tego politycy, żądają podatnicy, żąda biznes. Leży to też w interesie samych badaczy – nietrudno się domyślić, że najprostszym sposobem powrotnej legitymizacji humanistyki jest parametryzowanie i indeksowanie jej dokonań. Oznacza to wprawdzie skrajną biurokratyzację nauk humanistycznych i społecznych, jeśli jednak chcą zachować prawo do bujania w obłokach, to muszą się godzić na opłacanie tego przywileju coraz liczniejszymi przepytankami, inwenturami dorobku.

Rosnący popyt na konkret zauważalny jest też w sferze politycznej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że czasy powszechnego zaufania do liberalnej demokracji mamy już za sobą. Nie bierze się to znikąd – jej proceduralna rozwlekłość, nieskuteczność i bezradność wobec nowych wyzwań widoczne są gołym okiem. Nie powinno więc właściwie dziwić, że na rynku ofert politycznych pojawia się coraz więcej „demokratur”
3, które z modelowo pojętej demokracji liberalnej wybierają tylko niektóre elementy. Wyrastają one z tęsknoty za rządami silnej ręki, lokowaną zwłaszcza po jednej stronie sceny politycznej. Kapitalizm sam w sobie się znaturalizował i nie jest poważnie kwestionowany jako model rynku. Zarówno lewica, jak i prawica grają argumentami kulturowymi. Różnica polega na tym, że tam gdzie pierwsza daje rozmemłanie potęgujące niepewność, druga przyjemnie świat upraszcza oferując wytęskniony konkret. Takie postaci jak Marine Le Pen, Władimir Putin, Viktor Orban czy Janusz Korwin-Mikke budzą więc sympatię dokładnie z tych samych powodów, co Clint Eastwood z filmów o Brudnym Harrym. Spektakl widowiskowego dzierżenia władzy stanowią odpowiedź na poirytowanie jej liberalno-demokratycznym rozproszeniem – kapilarnością4, którą postrzega się jako podszytą tchórzostwem strategia znikania.

2. Kwestia rezultatu


Pragnienie konkretu zdaje się mieć wiele wspólnego z tym, że coraz trudniej przychodzi nam obserwowanie skutki naszych działań. Utrudniają to wydłużające się łańcuchy oraz gęstniejąca sieć współpracy. Ważne i niecierpliwie oczekiwane efekty nie tylko oddalają się w czasie, ale też problematyczne i rozmyte staje się ich autorstwo. Tęsknota za konkretem bierze się również z irytacji wszechobecną eufemizacją. Konkretnie słowa padają dziś właściwie tylko podczas kampanii wyborczych i prezentacji biznesowych. Potem okazuje się, że „diabeł tkwi w szczegółach”, że wyraziste obietnice trzeba ociosywać, rozwadniać i rozmiękczać tak, by nie stwarzały dla nikogo zagrożenia, nie dało się ich za łatwo i szybko sprawdzić, zweryfikować. Zwrot ku konkretowi wydaje się także skutkiem narastającego zmęczenia formami organizacyjnymi, których wspólną cechą jest hybrydowość. Wiąże się ona z głębokimi interwencjami w podstawy porządku zbiorowego, ale bez naruszania jego fasady. Jej przejawem mogą być przedsięwzięcia powstałe w wyniku partnerstw prywatno-publicznych, niespójne strukturalnie, ale wygodne dla właścicieli i użytkowników z uwagi na możliwość powoływania się na różne, często sprzeczne ze sobą logiki i tytuły legitymacyjne.

Konkret jest też rezultatem rozpadu wielkich narracji – struktur nomicznych, które pozwalały nadawać większy i długotrwały sens codziennym wysiłkom
5. Wiążącą się z tym niepewność potęguje wzrost złożoności świata6, przemiany na rynku pracy7, a także rosnąca ilość sytuacji, w których nasze doznawanie świata zapośredniczone jest medialnie8. Coraz częściej sensu poszukuje się raczej w tym, co zdaje się go posiadać samo przez się, jako właściwość istotową, a nie płynącą z relacji, jak zwalisty gmach, mur, złota sztabka czy pięść. Skutkiem tych procesów są także rozmaite próby redukowania nieprzewidywalności przez ograniczanie złożoności środowiska, w którym działamy9. Procesem tym tłumaczyć można rosnącą kulturę audytu lub przenicowanie komunikacji symbolicznej treściami w formie kontraktu sprzedażowego w obszarach, które wcześniej niewiele miały z rynkiem wspólnego10 – co zyskam, co stracę wybierając dany kierunek studiów, miejsce zamieszkania, życiowego partnera, i tak dalej.

W poszukiwaniu konkretu wyraźnie widać jakiś powrót do modernistycznej idei racjonalizacji po rozczarowaniach, niejasnościach i kłopotach jakie stwarza płynna nowoczesność. Podobnie jak przeszło sto lat temu, tak obecnie skutki tego zwrotu są co najmniej wątpliwe. Po pierwsze, niematerialna gospodarka ciągle ma się dobrze – po sieci krąży taki mem przypominający, że największa firma logistyczna nie posiada magazynu, największa firma transportowa nawet jednego samochodu, największa firma wynajmująca pomieszczenia - lokalu, a największy właściciel mediów nie tworzy żadnej treści. Po drugie, myślenie konkretem nie zawsze sprzyja osiąganiu bardziej realnych, korzystnych rezultatów. Przykładem mogą być architektoniczne utopie globalnego południa, które w krajach północy wzbudzają zainteresowanie raczej jako tymczasowe remedium na kryzys czy topniejące środki, niż z uwagi na dowartościowanie kreatywności wyrastającej z niedoboru
11. (…)

3. Mechanizm konkretyzacji


(…) Związki konkretu i skutecznego działania czy efektywnej zmiany są dwuznaczne. To zresztą jest w nim chyba najciekawsze. Dlatego właśnie warto śledzić samą tę kategorię, szczególnie w czasach przyrostu rozmaitych aktywizmów, które same są częścią zjawiska konkretu. Gdzie szukać efektów myślenia konkretem, jeśli nie po stronie realnych skutków. Gdyby raz jeszcze zastanowić się nad tym, co warunkuje potrzebę konkretu, to szybko okaże się, że większość przyczyn ma charakter egzystencjalny. Tęsknota za konkretem wynika między innymi z paradoksu sprawczości – rośnie ilość spraw, za które mamy być odpowiedzialni a jednocześnie złożoność świata i niepewność z nią związana, która uniemożliwia kontrolę a więc i odpowiedzialne działanie. Towarzyszący temu stanowi defetyzm jest również efektem kapitalizmu. Nie tego jednak, w którym rozkochiwali się Weber i Tocqueville, ale kognitywnego. Kapitalizm w ogóle jawi się w nim jako rzeczywistość transcendentna, bardziej trwała, niż sama gaja, z którą – jak zwraca uwagę Latour – świat ekonomii zamienił się miejscami sprawiając, że to los tej drugiej wydaje się bardziej kruchy i niepewny12. Dodatkowym dowodem egzystencjalnych uwarunkowań poszukiwania konkretu mogą być nowe sposoby na wycenę własnej wartości, jak indeks cytowań czy liczba znajomych na Facebooku. Wskazującą one na to, że zmienił się nie tylko świat, ale i pożądane sposoby reprezentowania własnego dorobku.

Konkretyzacja okazuje się w pierwszej kolejności mechanizmem terapeutycznym, ze skutkami dla samej jednostki. Pozwala zareagować emocjonalnie na środowisko, które trudno pojąć. Konkret jest więc po to, żeby zrobić coś. Duża część partycypacji konkretnej wynika z tego, że coraz większej liczbie aktywistów trudno pomyśleć skuteczne polityczne działanie, ulokować siebie w jego obrębie, a posadzić drzewo czy odmalować klatkę zawsze warto. Nikt już tego dzisiaj nie sprawdzi, ale podobnie było pewnie z lokowaniem środków zdecydowanie większych, niż własna energia aktywisty. Inwestycje realizowane za pieniądze unijne miały oczywiście podkładki w postaci ekspertyz, ale gdzieś tam na końcu byli ludzie, którym trudno było – to nic dziwnego – zrozumieć co ostatecznie gwarantuje rozwój i jakie kroki należy podjąć, by zapewnić go sobie w przyszłości, dlatego też kierowali się uspokajającą, gospodarską logiką – można wydać te pieniądze na różne rzeczy, ale lepiej zrobić coś, co nie narazi na oskarżenia o ich przejedzenie, coś, co będzie stało latami
13. Konkretyzacja jest też oczywiście mechanizmem dyscyplinującym z konsekwencjami systemowymi. Objawia się działaniem instytucji, które – stosując rozmaite polityki prostoty14 – obcinają pole możliwości, by tworzyć środowisko, w którym znowu można wyznaczać, obserwować i kontrolować efekty. Za każdym razem będą to jednak rozwiązania połowiczne. Bo tak naprawdę, to realne w konkrecie jest tylko rozczarowanie i do pewnego stopnia fałszywa ulga.

1 Autorzy dziękują Lechosławowi Olszewskiemu z Fundacji SPOT. za rozmowy i uwagi, które pomogły sprecyzować tematykę tego tekstu
2 Frąckowiak M., 2014, Dość gadania? O partycypacji konkretnej, w: Notes na 6 tygodni #94, s. 75-79., http://issuu.com/beczmiana/docs/notes94-internet/77?e=0 
3 Wójcik Ł., Demony demokratury, „Polityka” 30/2014; zob. też Zakaria F., The Future of Freedom: Illiberal Democracy at Home and Abroad, Nowy Jork 2003.
4 W znaczeniu, jakie w to pojęcie wpisał M. Foucault, zob. Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 1993.
5 Marody M., Jednostka po nowoczesności. Perspektywa socjologiczna, Warszawa 2014.
6 Krajewski M., Przeciwzłożoność. Polityki prostoty, Studia Socjologiczne 4/2013, s. 37-50.
7 Standing G., Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa, Warszawa 2014.
8 Welsh W., Estetyka poza estetyką. O nową postać estetyki, Kraków 1998.
9 Krajewski M. Przeciwzłożoność…
10 Jak to określiła Joanna Orlik w swoim wystąpieniu podczas konferencji pt. Diagnoza w kulturze, Poznań 2015.
11 Jak życzyłaby sobie np. Martyna Obarska, zob. Tejże Potęga niedoboru, Magazyn Miasta #10, Warszawa 2015.
12 Tegoż O kilku afektach zrodzonych z kapitalizmu, w niniejszym tomie.
13 Ukuło się więc powiedzonko „jeśli nie wiesz, co budować, buduj aquapark”. Z drugiej strony, ukuło się również powiedzonko „jak nie wiesz, co robić, rób szkolenia”. Być może więc paradoksalnym, choć w sumie dość oczywistym uzupełnieniem uciekania w konkret i konkretyzm jest poszukiwanie sytuacji, w których rezultatów powziętych działań (inwestycji) ni jak nie da się rzetelnie ewaluować - z uwagi na ich „miękkość”, nieokreśloność i niemierzalność. Nawiasem mówiąc - ciekawie rysują się w tym kontekście losy ostatniej już zapewne perspektywy finansowej UE, w której Polska będzie beneficjantem unijnych pieniędzy nie zaś tzw. płatnikiem netto. Znaczna część przyznanych nam środków ma bowiem zostać wykorzystana na tworzenie (trudno mierzalnych) warunków dla (znacznie łatwiej mierzalnej) „konkurencyjności opartej na innowacjach”. Wygląda to na projekt, w którym konkretne pieniądze przeznaczane będą na bardzo niekonkretne i „miękkie” cele i zadania (takie jak przysłowiowe inwestycje w kapitał ludzki) mające w ostatecznym rozrachunku zaowocować znów bardzo konkretnymi efektami (innowacyjnymi technologiami, innowacjami społecznymi itd.). Niezależnie od tego, jakie będą ostateczne losy tego projektu i jak zostanie on oficjalnie oceniony, warto pewnie przyglądać się jemu jako arcyciekawemu przypadkowi, w którym wymóg konkretyzmu/ zobowiązanie do konkretności ścierać się będzie z pokusą rozmazywania, relatywizowania i uciekania w maskujące ogólniki.
14 Określenie Marka Krajewskiego, zob. Tegoż Przeciwzłożoność…