ARCHITEKTURA NIEZRÓWNOWAŻONA: CHWASTY

Fot. Michał Ramus

Miejsce: Warszawa, Wybrzeże Kościuszkowskie, na wysokości ul. Lipowej
Inauguracja: 7.05 (sobota), godz. 15

Instalacja Chwasty – łąka przeniesiona przez Karolinę Grzywnowicz z terenu dwóch bieszczadzkich wsi wysiedlonych w latach 1944–1950 – otwiera tegoroczny program Synchronizacji*.

Migracje związane z konfliktami są obecnie jednym z największych problemów Europy. Instalacja Karoliny Grzywnowicz przywołuje wydarzenia związane z przesunięciem granic Polski, kiedy z terenów Bieszczad, Beskidu Niskiego, Beskidu Sądeckiego, Pogórza Przemyskiego i Roztocza wysiedlono ponad pół miliona ludzi, ale jednocześnie skłania do refleksji na temat dzisiejszych przesiedleńców, uciekinierów i emigrantów – wszystkich, którzy pragnąc uzyskać równowagę, muszą odnaleźć się w nowym miejscu.

Fot. Karolina Grzywnowicz

Praca, zrealizowana w ramach programu „1na1 Mistrz i Uczeń” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, po raz pierwszy prezentowana była jesienią 2015 r. w Miejscu Projektów Zachęty. Teraz znajdziecie ją na nadwiślańskich bulwarach, niedaleko Biblioteki Uniwersyteckiej i Centrum Nauki Kopernik.

*Tegoroczna edycja cyklu Synchronizacja poświęcona jest poszukiwaniom równowagi w organizowaniu i projektowaniu przestrzeni miasta i przestrzeni społecznej. Jej temat główny to „architektura niezrównoważona” rozumiana jako pragnienie tworzenia środowisk spełniających marzenia o lepszej przyszłości.

 Fot. Karolina Grzywnowicz

Organizator: Fundacja Bęc Zmiana
Partner: AG Complex 

Projekt Synchronizacja realizowany jest dzięki dotacji uzyskanej od Miasta Stołecznego Warszawy oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

ARCHITEKTURA NIEZRÓWNOWAŻONA: ARCHITEKTURA CZASÓW NADPRODUKCJI

Anna Cymer

House with the Tree, Bazylea, proj. Charlotte von Moos i Florian Sauter, źródło: www.sautervonmoos.com 

„Szopa na rowery jest budynkiem, katedra w Lincoln – dziełem architektonicznym. Prawie wszystko, co zawiera przestrzeń w skali wystarczającej, by mogła poruszać się w niej ludzka istota, jest budynkiem; termin architektura stosuje się tylko do budynków projektowanych z myślą o wyrazie estetycznym” – pisał w 1943 roku jeden z ważniejszych badaczy nowoczesnej architektury, Nicolaus Pevsner. Z dzisiejszej perspektywy to wyraziste rozgraniczenie pomiędzy zwykłym „budynkiem” a dziełem „architektury” wydaje się co najmniej anachroniczne. O ile jeszcze pół wieku temu dyskusje na temat artystycznych walorów obiektów budownictwa miały może swoje uzasadnienie, tak dziś trudno zdefiniować nie tylko, co jest architekturą, rozumianą jako „dzieło sztuki”, ale co jest architekturą w ogóle…

„98 procent tego, co się dziś buduje, to gówno” – tymi słowami, wypowiedzianymi jesienią 2014 roku podczas wywiadu, udzielanego hiszpańskim dziennikarzom Frank Gehry wywołał sporą burzę. Oburzenie wzbudziły nie tylko ostra krytyka, ale i fakt, że słynny architekt swoje dzieła zaklasyfikował do tych lepszych dwóch procent… Abstrahując od rozdętego ego starchitekta warto się jednak zastanowić, czy rzeczywiście spośród otaczających nas budowli tylko maleńka grupka – to obiekty warte uwagi, wartościowe, ciekawe? A może po prostu dziś pojęcie architektury stało się tak pojemne, że należy zmienić swoje estetyczne przyzwyczajenia oraz poszerzyć definicje? Być może za kilkaset lat badacze znajdą, opiszą, określą jakiś dominujący trend w architekturze początku XXI wieku, my szukając go dziś bliżsi jesteśmy twierdzenia, że takowy nie istnieje. Ilość pomysłów, realizowanych w ramach projektowania architektonicznego, ale i mnogość politycznych, ekonomicznych, kulturowych, technologicznych uwarunkowań, którym poddana jest dziś architektura powodują, że ta dziedzina ludzkiej wytwórczości rozwija się w niezliczonej i niemożliwej do typologicznego ujęcia liczbie wariantów.

Utilitas, firmitas, venustas – trwałość, użyteczność, piękno – cechy, którymi powinna się według Witruwiusza odznaczać architektura w naszych czasach wydają się nieaktualne. Powstaje przecież architektura tymczasowa, powstają budowle – ikony, których funkcja jest kwestią drugoplanową, powstają wreszcie obiekty, w których ważniejsze niż powszechnie rozumiane piękno jest chociażby zastosowanie pochodzących z recyklingu materiałów. Kiedyś estetyka rządziła architekturą – oceniano ją według jej zasad i kryteriów; dziś – w obliczu ekonomicznych kryzysów czy zagrożeń, związanych z zanieczyszczeniem środowiska – coraz częściej mówi się też o etyce, a więc projektowaniu reagującym na czynniki do tej pory w architekturze raczej nieuwzględniane. Już nie piękno starannie zaprojektowanej formy czy wygoda użytkownika wyróżniają dobry projekt; nie mniej wartościowy może być budynek skromny, wręcz ostentacyjnie ubogi, wzniesiony z „byle czego”, nawet z odpadów.

Jednym z najważniejszych zjawisk, wpływających na współczesną architekturę jest globalizacja. Nawet moderniści, projektujący swoje pudełkowe domy bez uwzględniania lokalnego kontekstu nie mogli marzyć o tym, że świat zaleją kiedyś jednakowe budowle. W Bombaju, Nowym Jorku, Berlinie, Caracas czy Johannesburgu stoją takie same budynki – szklane biurowce, kubiczne domy mieszkalne, betonowo – minimalistyczne obiekty publiczne. Coraz więcej biur architektonicznych działa globalnie, podobne obiekty projektując na każdym kontynencie. Doskonałym tego przykładem jest architektoniczna korporacja Skidmore, Owings and Merrill (SOM), których podobne, supernowoczesne i bardzo efektowne szklane wieżowce stoją w USA, Bahrajnie, Meksyku, Chinach, Emiratach Arabskich, na Filipinach, w Wielkiej Brytanii czy Polsce (wieża Rondo 1 w Warszawie). Gdy w 2007 roku emocje Polaków rozgrzała informacja o projekcie wysokościowca, jaki dla Warszawy przygotowała Zaha Hadid zarzucano jej, że 260-metrowy gmach narysowała nie będąc nigdy w Polsce i nie mając pojęcia o tym, jak wygląda Warszawa i miejsce, w którym budynek miał powstać. To częsta praktyka – w zglobalizowanym świecie nie ma znaczenia nie tylko kontekst działki, ale i kulturowe uwarunkowania, lokalne tradycje i przyzwyczajenia, a nawet warunki geograficzne czy klimatyczne. Po co więc architekt ma je poznawać, skoro to nie one mają wpływ na ostateczny kształt budynku? Wielkie korporacje czy sieci hotelowe chcą, aby ich siedziby na każdym kontynencie wyglądały podobnie, a dzięki elektronicznym mediom mody na kolejne rozwiązania formalne czy materiały rozchodzą się po świecie błyskawicznie i ulegają im nawet mali, prywatni inwestorzy.

Rondo 1, Warszawa, proj. SOM, fot. Erik Albers, CC0

Sears Tower, Chicago, proj. SOM, fot. Soakologist, zdjęcie w domenie publicznej

Lilium Tower, Warszawa, proj. Zaha Hadid, źródło: www.zaha-hadid.com

Krytycznie na temat globalizacji w architekturze wypowiada się Bjarke Ingels, tyleż niepokorny co sławny duński projektant, twórca biura BIG (Bjarke Ingels Group). Duńczyk uważa, że to modernizm właśnie doprowadził do globalizacji: „Dziś na całym świecie buduje się jednakowo, w stylu, będącym mieszanką form modernistycznych i technicznych rozwiązań, zapewniających komfort użytkownikom” – mówi Ingels, porównując współczesną architekturę do „nudnych pudełek, opakowań z piwnicą pełną maszynerii, która wcale nie powoduje, że budynki są bardziej przyjazne”. Duński architekt postuluje więc powrót do regionalizmów, do architektury wernakularnej, przy czym sam ów styl nazywa „Wernakularyzm 2.0”. chce przy pomocy najnowocześniejszych narzędzi i zaawansowanej inżynierii tworzyć budowle nawiązujące do lokalnych tradycji, przyjazne i bliskie ludziom, a także odpowiadające zróżnicowaniu ich sposobów życia (a to wg Ingelsa odebrał modernizm, zmuszając każdego do życia w jednakowych przestrzeniach).

Pochodzący z Moraw amerykański architekt, badacz i krytyk, Bernard Rudofsky już w 1964 roku wydał książkę pt: „Architektura bez architektów”, będącą plonem jego wieloletnich podróży po świecie i badania budowli, powstałych dla zaspokojenia realnych potrzeb, z dostępnych na miejscu materiałów, zbudowanych przez miejscowych fachowców, a nie wykształconych architektów. Rudofsky uważał, że architektura wernakularna jest najdoskonalszym wcieleniem budownictwa, bo pozbawiona zewnętrznych wpływów czy mód, jest niezmienna, nie wymagająca udoskonaleń, po prostu pełni swoją rolę. Ale nie tylko doskonałe połączenie formy i funkcji doceniał Rudofsky w obiektach wzniesionych w prymitywny sposób. Także ich zmysłowość, którą badacz przedkładał nad intelektualnym pojęciem i walorami artystycznymi. Doceniał też społeczny charakter architektury wernakularnej – zwykle takie budynki wznosiły wspólnymi siłami całe społeczności, grupy sąsiedzkie lub rodziny. „Sens tej architektury pozostaje poza uwarunkowaniami ekonomicznymi czy estetycznymi. Ważniejsze było jak żyć w społeczności, wśród innych i z innymi” – pisał Rudofsky. Dziś jego badania, dotyczące architektury wernakularnej wykorzystują zwolennicy „slow dizajnu”, projektowania zindywidualizowanego, skoncentrowanego na potrzebach konkretnego odbiorcy, a zarazem pozwalającego w najlepszy sposób na uczestniczenie w życiu społeczności. Odmianą „slow architektury” jest choćby działalność fundacji Cohabitat, która promuje budowanie z „prymitywnych” materiałów (słoma, glina) domów przyjaznych zarówno użytkownikowi, jak i środowisku. W tych projektach kluczowy nie jest wymiar estetyczny, ale tworzenie budowli maksymalnie naturalnych, bliskich naturze, nieingerujących w porządek przyrody. Cohabitat wspiera też realizowanie budów rękami przyszłych użytkowników, ich przyjaciół czy sąsiadów, a więc integrujące działanie grupowe. Opracowany przez siebie katalog technologii i produktów Cohabitat udostępnia na zasadzie open-source każdemu, kto chce dowiedzieć się więcej o budowie autonomicznych przestrzeni zamieszkiwania. Tym samym, choć do zespołu Cohabitat należą architekci, z dorobku fundacji skorzystać może każdy, także nie posiadający kierunkowego wykształcenia czy doświadczenia projektowego czy budowlanego.

Budynek mieszkalny 8 House, Ørestad, Kopenhaga, proj. BIG, fot. Frans Drewniak, CC BY-SA 2.0

Sjakket Youth Club, Kopenhaga, proj. BIG, źródło: www.big.dk

Jeden z podręczników wydawanych przez fundację Cohabitat, źródło: www.facebook.com/CohabitatGroup

Ze slow – architekturą ściśle wiąże się kolejne zjawisko, czyli ponowne wykorzystanie różnych materiałów budowlanych. Recykling – to jedno z haseł coraz silniej obecnych we współczesnej architekturze. Recyklingowi można poddawać zrujnowane budowle, można też budować z materiałów pochodzących z odzysku. W pierwszych latach XXI wieku szczególnie popularna była rewitalizacja obiektów poprzemysłowych – dawne fabryki, elektrownie, magazyny portowe zamieniano masowo na muzea, teatry czy luksusowe domy mieszkalne, np. lofty. Dziś recykling budynków ma o wiele więcej wymiarów, nie musi wiązać się z powstawaniem ekskluzywnych obiektów. Charlotte von Moos i Florian Sauter w 2012 roku zaprojektowali renowację i rozbudowę pochodzącego z lat 30. XX wieku domu w Bazylei. Powierzchnię murowanego domu powiększyli dostawiając do niego mniejsze bryły o zupełnie innej formie – kubiczne, drewniane formy powstały z desek z recyklingu. Architekci nie chcieli tworzyć sztucznej „rekonstrukcji” przedwojennej bryły, zdecydowali się na dialog pomiędzy istniejącą i nową formą. Ważną inspiracją było też wysokie, stare drzewo, rosnące tuż obok domu – i dla niego architekci przewidzieli współczesną przeciwwagę: postawili maszt, zwieńczony panelami fotowoltaicznymi. W 2012 roku w finale prestiżowego konkursu Stirling Prize znalazła się realizacja pracowni Witherford Watson Mann Architects – rozbudowa pochodzącego z XII wieku i znacząco zniszczonego w czasie pożaru w 1978 roku domu Astley Castle w hrabstwie Warwickshire. W zabytkowe mury został tu wstawiona zupełnie współczesna bryła, bardzo wyraźnie odcinająca się od średniowiecznych reliktów. 
Recyklingowi można poddawać zachowane mury starych budynków, można też nowe obiekty wznosić z materiałów z odzysku. To proekologiczne podejście jest ostatnio coraz bardziej rozpowszechnione. Pracujący w Polsce i Niemczech architekt, Piotr Kuczia, będący na naszym rynku promotorem rozwiązań bliskich naturze, jest autorem projektu domu, wzniesionego w całości z desek rozbiórkowych. Jak mówi projektant, sięgnięto po nie tylko ze etycznych, ale i estetycznych powodów – zróżnicowane pod względem koloru, faktury, stopnia zużycia drewno pozwoliło wykreować budowlę o wyjątkowym, unikalnym wyglądzie. 180 par używanych drewnianych drzwi posłużyło do wybudowania w Paryżu pawilonu wystawowego (proj. Encore Heureux). Stał on w centrum miasta w czasie dotyczącej zmian klimatycznych konferencji COP21 – prezentowano w nim wystawę, zachwalającą proekologiczne rozwiązania w architekturze. 
Kolejnym „materiałem” z recyklingu, który wciąż zyskuje na popularności jest budowanie z kontenerów. O ile do budowania z desek niezbędna jest wiedza z zakresu projektowania, dom, sklep czy biuro w kontenerze założyć jest o wiele łatwiej. Odzyskiwane głównie ze statków transportowych stalowe kontenery służą dziś nie tylko jako alternatywne miejsca do mieszkania – buduje się z nich o wiele większe struktury. Na nabrzeżu w nowojorskiej dzielnicy Chelsea ma powstać dwukondygnacyjne centrum handlowe w całości wzniesione z pochodzących z recyklingu kontenerów. Posadowione na wodzie ma mieścić sklepy, restauracje i kawiarnie oraz kluby, a jednym z magnesów, przyciągających tu klientów ma być właśnie fakt użycia tu nietypowego jak dla obiektów tej skali budulca. Za projekt centrum handlowego odpowiada pracownia LOT-EK, od lat zajmująca się edukowaniem, jak budować z kontenerów. W Nowym Jorku stoi już jeden z sklep, zbudowany przez to biuro: to salon firmowy marki Puma, umieszczony w składającej się z 11 stalowych kontenerów konstrukcji. 
Najbardziej znaną realizacją architektury z recyklingu w Polsce jest dom, wybudowany przez rodzinę Egiertów w Mierzeszynie, 20 km od Pruszcza Gdańskiego. Budynek o powierzchni 35 m2 został wybudowany… z opon, puszek i butelek. Wszystkie użyte do budowy materiały – to odpady. Budynek ma w minimalnym stopniu korzystać z zewnętrznych źródeł energii, znaczna część wody pochodzić ma z deszczówki. Budowli towarzyszy wiatrak do produkcji prądu.


House with the Tree, Bazylea, proj. Charlotte von Moos i Florian Sauter, źródło: www.sautervonmoos.com 

Astley Castle, Warwickshire, proj. Witherford Watson Mann Architects, fot. Greg Storrar, CC BY-SA 3.0 

Pawilon towarzyszący konferencji COP21, Paryż, proj. Encore Heureux, źródło: www.encoreheureux.org

Superpier, centrum handlowe na rzece Hudson w Nowym Jorku, proj. LOT-EK, źródło: www.lot-ek.com

MDU - Mobilna Jednostka Mieszkalna, proj. LOT-EK, źródło: www.lot-ek.com

Dla inwestorów domu w Mierzeszynie jego forma architektoniczna miała drugoplanowe znaczenie. Podobnie jest w przypadku budowli, wznoszonych dla ofiar klęsk żywiołowych czy też na terenie slumsów i faweli. To architektura, powstająca z realnej i zwykle pilnej potrzeby realizowana jest najczęściej bez architektów i inżynierów, a także bez dostępu do pełnego wachlarza materiałów budowlanych. W przypadku tych obiektów nie ma zastosowania ani jeden z elementów witruwiańskiej triady, a jednocześnie według badaczy to właśnie slumsy są jednym z najszybciej rozwijających się sposobów zamieszkiwania: powstające bez planów, projektów, bez udziału inżynierów, klecone ze znalezionych zwykle, przypadkowych materiałów domy w 2012 roku dawały schronienie 33% mieszkańców świata. 
Coraz więcej uwagi projektantów zajmuje też budowanie obiektów tymczasowych dla ofiar klęsk żywiołowych. Z powodu zmian klimatycznych dramatycznych zdarzeń pogodowych będzie przybywać – a co za tym idzie coraz częściej trzeba będzie budować osady na zniszczonych w wyniku powodzi czy trzęsienia ziemi terenach. Shigeru Ban za swoje projekty dla poszkodowanych otrzymał w 2014 roku Nagrodę Pritzkera; jego opracowana w latach 80. Technika budowania z tekturowych rurek w wielu miejscach, dotkniętych żywiołem znalazła zastosowanie. Sam architekt rozwinął ją też do tego stopnia, że dziś z tektury buduje nie tylko domy, ale i gmachy użyteczności publicznej czy kościoły (np. katedrę w zniszczonym w wyniku trzęsienia ziemi Christchurch w Nowej Zelandii). Nie mniej ważnym zagadnieniem jest architektura dla uchodźców – migracje ogromnych grup ludzi, zmuszonych do ucieczki ze swoich krajów – to kolejne zjawisko, charakterystyczne dla naszych czasów. Wielu projektantów pochyla się nad losem mieszkańców obozów dla uchodźców, w których warunki życia są zwykle bardzo złe. To kolejna dynamicznie rozwijająca się dziedzina współczesnej architektury, przełamująca tradycyjne jej rozumienie. Nawet znana firma meblarska IKEA w ramach swojego programu działalności charytatywnej rozpoczęła produkcję prefabrykowanych pawilonów, którymi tanio i szybko można zastąpić namioty w obozach dla uchodźców i poprawić w ten sposób panujące tam warunki życia.

Katedra w Christchurch, proj. Shigeru Ban, źródło: www.shigerubanarchitects.com

Domy dla ofiar trzęsienia ziemi w Kobe, proj. Shigeru Ban, źródło: www.shigerubanarchitects.com

We współczesnej architekturze rozwija się jeszcze jeden trend, którego nie mógł przewidzieć ani Witruwiusz, ani nawet XX-wieczni architekci. I on pozostaje daleko od tego, co tradycyjnie zwykliśmy rozumieć jako architekturę, bo powstaje dzięki zastosowaniu nieznanych wcześniej narzędzi i rządzi się innymi prawami. Patrik Schumacher, partner w pracowni Zahy Hadid, już w 2008 roku parametrycyzm uznał za globalną tendencję stylistyczną, która z czasem będzie się stawała coraz bardziej powszechna. Chodzi o budowle, projektowane wyłącznie z użyciem najbardziej zaawansowanego oprogramowania, które dobiera odpowiednie parametry i kształtuje formę budynku. „Parametrycyzm umożliwia projektowanie na trójwymiarowych modelach w różnych branżach, praktycznie bez ograniczeń, jeśli chodzi o formę obiektu, z niejednokrotnie trudnymi geometriami” – tłumaczyła w wywiadzie, udzielonym portalowi Proeprtydesign.pl prof. Ewa Kuryłowicz. Twórczość Zahy Hadid jest przykładem na wykorzystanie projektowania parametrycznego, ale – co podkreśla wielu architektów – parametrycyzm nie służy tylko do tworzenia widowiskowych, efektownych form, ale pozwala też usprawnić, przyspieszyć, zoptymalizować proces projektowania nawet bardzo skomplikowanych struktur. Gdy mowa o nowych technologiach we współczesnej architekturze nie można zapominać także o pozostających co prawda wciąż z strefie eksperymentów budynkach powstających z użyciem drukarek 3D. niektórzy twierdzą, że to właśnie ta technika już niedługo przyczyni się do kolonizacji Księżyca – pozwoli na budowanie tam domów bez konieczności dostarczenia na miejsce licznych materiałów budowlanych.

Jeden z parametrycznych urbanistycznych projektów Zahy Hadid, źródło: www.zaha-hadid.com

Budynki dla Stambułu, jeden z parametrycznych projektów Patircka Schumachera, źródło: www.patrikschumacher.com

„Tak gdzieś od lat dwudziestych po osiemdziesiąte ubiegłego wieku architektura była, w miarę powszechnie nowoczesna, w rozumieniu założeń idei, czyli egalitarna – dla każdego; prosta, pozbawiona bowiem ornamentu; przewidywalna, gdyż wierna i podporządkowana regułom ustalanym przez światową czołówkę twórców i decydentów, też więc i przez prawo egzekwowaną; spełniająca wymogi przestrzennego ładu” – pisał w 2012 roku Janusz A. Włodarczyk na łamach magazynu „Architecturae et Artibus”. Dziś wiele się zmieniło. Nie tylko zwiększył się wachlarz form (szereg rozwiązań uznawanych za niszowe zyskał na popularności), ewolucja dokonała się także w pojmowaniu roli architekta, wyznaczaniu zadań, jakie może czy powinien spełniać. Radykalne poszerzenie pojęć, związanych z architekturą niesie ze sobą różne zagrożenie – wyrazistym tego przykładem jest narodzone w latach 90. zjawisko starchitektów i projektowanych przez nich budynków – ikon. Dość szybko wynaturzyło się ono, zamieniając w wyścig na efektowne, ale niefunkcjonalne i nikomu niepotrzebne obiekty. Brak dominującego, powszechnie akceptowanego stylu w połączeniu z globalizacją i błyskawiczną wymianą myśli poskutkował zalaniem świata przez widowiskowe obiekty, reprezentujące całkowitą dowolność form, kształtów, rozwiązań przestrzennych czy zastosowanych materiałów. Jednocześnie jednak otworzyło się pole dla realizacji, które jeszcze pół wieku temu uznano by za niewarte uwagi. Kiedyś marginalne, dziś domy z odpadów czy kontenerów, obiekty tymczasowe, eksperymentalne realizacje z dziedziny architektury wernakularnej czy budowle świadomie prymitywne weszły do oficjalnego dyskursu. Co więcej, architekturą określa się dziś także istniejące tylko w komputerach utopijne wizje ekspresyjnych budowli lub miast przyszłości.

Architektura wernakularna: dom w Nepalu, zdjęcie w domenie publicznej

Architektura wernakularna: dom w Serbii, fot. Ranko, CC BY-SA 3.0


„Architekci tworzący wczesne obiekty postmodernistyczne, radykalnie zrywające z chłodem stylu międzynarodowego, dążyli do ożywienia architektury przez zamierzone deformacje kodów znaczeniowych i obszarów interpretacji form” – pisał w 2002 roku na łamach magazynu „Estetyka i Krytyka” Piotr Winskowski. Parafrazując te słowa dziś mamy do czynienia z niepoliczalną ilością kodów znaczeniowych i niekończącą się liczbą obszarów interpretacji form. Ta nadprodukcja idei utrudnia debatę, bo niełatwo dziś określić wyraźnie, co jest architekturą, co nie, co ma wartość wykraczającą poza funkcjonalność, a co jest tylko zwykłym budownictwem. Nie mamy wciąż jednej metodologii czy sprecyzowanych narzędzi do rozróżnienia jakościowego współczesnych realizacji, brak dominującego stylu pozbawił nas też punktu odniesienia, uniemożliwił stworzenie nowej hierarchii wartości. „Każda nowa sytuacja wymaga nowej architektury”, mawia Jean Nouvel. Mnogość stylów, nurtów, pomysłów, architektonicznych idei wskazują, że żyjemy w wyjątkowo produktywnych czasach.

ARCHITEKTURA NIEZRÓWNOWAŻONA: WIZJONERZY, UTOPIŚCI, FUTURYŚCI

Anna Cymer


Zaha Hadid, Abu Dhabi Performing Arts Center, 2007, źródło: www.zaha-hadid.com

XX wiek obfitował w wizjonerskie projekty – społeczne, kulturowe, polityczne, technologiczne, a zmiany, jakie w czasie tego stulecia zachodziły na świecie stały się doskonałym tłem do tworzenia bardzo zróżnicowanych konceptów architektonicznych i urbanistycznych. To wtedy Le Corbusier mógł rozwijać swoje futurystyczne, super-modernistyczne wizje miast składających się tylko z wieżowców. W 1961 roku kilku brytyjskich architektów mogło założyć grupę Archigram, która w czasach pop-artu, komiksów i kultury masowej, filmów science-fiction, a przede wszystkim rozwoju badań kosmosu (Program Apollo ruszył w 1961 roku, uwieńczony 8 lat później lądowaniem człowieka na Księżycu) rysowała miasta, wędrujące na wielkich nogach ("Walking City") lub komponowane dowolnie z łączących się ze sobą niczym klocki pojedynczych elementów („Plug-in-City”). Choć wydaje się, że ekologia dopiero teraz interesuje projektantów, Paolo Soleri już w 1970 roku wymyślił utopijne eko-miasto Arcosanti, bazując na opracowanej przez siebie idei „arcology” – architektury integralnie połączonej z naturą. W odróżnieniu od innych eksperymentalnych  koncepcji, Arcosanti przybrało materialną postać – powstało w Arizonie jako osada zaprojektowana tak, by w jak najmniejszym stopniu ingerować w naturalny porządek przyrody. 

***

„Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak wielką bierze na siebie odpowiedzialność – sięgając po linię i cyrkiel architekta. (…) zawód, jak wykonuje architekt, nie jest rzemiosłem, lecz jest posłannictwem” – pisał w 1948 roku Lech Niemojewski w książce „Uczniowie cieśli”. Publikacja (za którą w 1952 roku Niemojewski został przez stalinowskie władze pozbawiony tytułu profesora i stanowiska na Politechnice Warszawskiej, gdzie wykładowcą był od 1922 roku) – to rozważania na temat zawodowej etyki, odpowiedzialności, sensu pracy architekta. Choć pisana w specyficznych okolicznościach – kierowana była do studentów architektury w zrujnowanym wojną kraju – jest wynikiem nie tylko osobistych poglądów autora, ale i analizy teoretycznych dzieł dotyczących architektury, przede wszystkim rozmyślań Witruwiusza. „Rozpoczynając rozważania, ustaliliśmy w pierwszym rozdziale jako punkt wyjścia, że będziemy uważali architekturę za pewną ideę. Powiedzieliśmy, że jest ona nauką, sztuką i mądrością, zwłaszcza mądrością dlatego, że ogarnia wszelakie przejawy życia ludzkiego, a zadanie jej polega na zrozumieniu tych przejawów i znalezieniu dla nich najdoskonalszej formy” – pisze Niemojewski. Te słowa można uznać za swego rodzaju kwintesencję zawodu, którego przedstawiciele mają ogromny wpływ na życie innych, a swoje artystyczne wizje muszą przekładać na język inżynierii. Ten dość skomplikowany system zależności, pomieszanie wolności twórczej z pętami, narzuconymi przez fizykę i matematykę zawsze miał wpływ na postawy architektów – jedni zasadom się podporządkowywali, inni starali się spod nich wyzwolić, przełamując schematy i przyzwyczajenia, dając pierwszeństwo swojej wyobraźni.
Wizjonerskie, utopijne, futurystyczne projekty architektoniczne rodzą się od wieków. Zazwyczaj powstają w ścisłym związku z panującymi aktualnie poglądami politycznymi, zjawiskami społecznymi, trendami w myśleniu. Starożytni kreślili wizje wyimaginowanej krainy szczęścia, uczciwości, utopijnej Atlantydy; w epoce renesansu zakładane na geometrycznej siatce ulic idealne miasta miały symbolizować harmonię i ład opartej na wiedzy i rozumie epoki Oświecenia. XV-wieczny architekt i myśliciel, Leon Battista Alberti w erudycyjnym dziesięcioksięgu „O sztuce budowania” za najdoskonalszą uważał architekturę opartą na znajomości matematyki i wzorcach, czerpanych z antyku. Aż do XVIII wieku architekturę utopijną utożsamiano z pojęciem piękna, a najbardziej wizjonerscy byli ci architekci, którzy szukali form harmonijnych, doskonałych w swoim matematycznym uporządkowaniu. Co ciekawe, mimo zmieniających się trendów tym niedoścignionym wzorcem architektury doskonałej pozostawał aż do przełomu XIX i XX wieku antyk. „Autorzy wielkich dzieł o sztuce budowania (m.in. Witruwiusz, Palladio, Alberti – przyp. aut.) przekazywali swoim następcom całą swą wiedzę wierząc, że pozwoli im ona przybliżyć się do mistrzostwa, do ideału piękna” – tłumaczy Jakub Wujek w książce „Mity i utopie architektury XX wieku” i cytuje słowa XVIII-wiecznego niemieckiego historyka sztuki, Johana Joachima Winckelmanna: „Jedna jest tylko droga, która wzniesie nas na wyżyny wielkości, gdzie nikt nas naśladować nie zdoła – ta droga to naśladowanie starożytnych”. Nawet dwaj najważniejsi wizjonerzy tamtego czasu, Étienne-Louis Boullée i Claude Nicolas Ledoux swoje utopijne architektoniczne wizje tworzyli w oparciu o antyczne wzory. W ich wizjach monumentalnych, nierzadko fantastycznych budowli (np. w kształcie gigantycznej kuli czy ostrosłupa) stałym elementem są kolumnady, tympanony, kasetonowe sklepienia żywcem wyjęte z Panteonu, nakryte kopułami rotundy. 

Pierwszą oznaką nadchodzących zmian w myśleniu o architekturze  było nastanie epoki romantycznej, która zaczęła doceniać indywidualizm. To wtedy dostrzeżono nieograniczone możliwości ludzkiej wyobraźni, narodził się kult jednostki i jej własnego uczucia. Kolejnym etapem w rozwoju fantazji architektów była rewolucja przemysłowa, dająca poczucie nieograniczonych możliwości epoka pary i elektryczności, stalowych konstrukcji i żelbetu, pozwalających na realizację wielu do niedawna przekraczających wyobraźnię budowli. Pałac Kryształowy w Londynie czy Wieża Eiffla w Paryżu pokazały, że techniczne ograniczenia przestają być przeszkodą w realizowaniu wielkich wizji. Do języka architektury wchodzi po raz pierwszy słowo „eksperyment”, określające projekt wykraczający poza znane normy, formy, przełamujący tradycje i przyzwyczajenia. Wcześniej słowo to nie miało zastosowania w architekturze, bo ta zawsze powstawała w odniesieniu do niedoścignionych wzorców z przeszłości. 

11 lipca 1914 roku Antonio Sant'Elia opublikował „Manifest architektury futurystycznej”, w którym w wyrazisty sposób potępił „główny imbecylizm architektury współczesnej, powtarzający się ciągle dzięki pomocy sprzedajnych akademii, tych domowych aresztów inteligencji, gdzie zmusza się młodych do onanistycznego kopiowania modeli klasycznych, miast nastawiać ich umysły na wyznaczanie zakresu i poszukiwanie rozwiązań dla nowej, władczej problematyki: futurystycznego domu i futurystycznego miasta. Dom oraz miasto są nasze materialnie i duchowo; tutaj możemy się hałaśliwie krzątać nie popadając w groteskowy anachronizm”. Sant'Elia był jednym z pierwszych architektów, który uznał, że hamulce i ograniczenia nie służą projektowaniu. Rysował wizjonerskie metropolie ze szkła i betonu, wieżowce w kształcie piramid, żelbetowe mega-osiedla pasujące do „epoki maszyny”. Podobną drogą podążyli radzieccy konstruktywiści, którzy natchnieni robotniczą rewolucją projektowali dynamiczne konstrukcje, w których obok fascynacji nowoczesnością i technicznymi możliwościami kryła się też polityczna symbolika. Przykładem Pomnik III Międzynarodówki Władimira Tatlina z 1919 roku. El Lissitzky pisał o tej niezrealizowanej nigdy wizjonerskiej budowli: „Była to jedna z pierwszych prób syntezy pierwiastków technicznego i artystycznego. Tu wyraziło się dążenie całej nowej sztuki budownictwa w kierunku rozluźnienia woluminu i przestrzennego przenikania zewnętrznego i wewnętrznego”. Instytut Lenina – utopijny gmach projektu Iwana Leonidowa, miał przypominać skomplikowaną konstrukcję z różnych brył geometrycznych, w tym ze szklanej kuli, wiszącej na linach z sąsiedniego wieżowca i mieszczącej audytorium dla 4 tysięcy widzów.
Władimir Tatlin, model Pomnika III Międzynarodówki, 1919, ilustracja w domenie publicznej

W krajach anglosaskich popularne powiedzenie mówi: „marzenie architekta to koszmar inżyniera” (architect's dream engineer's nightmare) – im bardziej widowiskowa wizja projektanta, tym trudniej opracować dla niej realną, trwałą, wytrzymałą konstrukcję. Jednak to właśnie futurystyczne projekty, eksperymenty i utopijne propozycje od dawna inspirują jak najbardziej realny postęp. „Architektura jest w najwyższym stopniu środkiem tworzenia nowych możliwości” – piszą w swojej książce „Niepoprawni wizjonerzy” Ben van Berkel i Caroline Bos, twórcy pracowni UNStudio. Choć szklane kopuły, które R. Buckminster Fuller chciał rozpinać nad Manhattanem nigdy nie powstały, jego badania i projekty przysłużyły się rozwojowi technologii budowlanych, podobnie jak pozornie szalone konstrukcje z siatek i tkanin, jakie dla obiektów sportowych czy hal widowiskowych projektował Frei Otto. Shigeru Ban w latach w latach 80. projektował z tekturowych tub małe domki i pawilony, dziś technika pozwala na wznoszenie z tego materiału gmachów użyteczności publicznej (w Christchurch w Nowej Zelandii w 2013 roku powstała katedra dla 700 wiernych, wykonana z tektury, drewna i szkła).
Frei Otto, Stadion Olimpijski w Monachium, 1972, fot. Dave Morris, CC BY 2.0

Shigeru Ban, Katedra w Christchurch, fot. Jocelyn Kinghorn, CC BY-SA 2.0

W XXI wieku architektoniczna futurologia stoi przed nowymi wyzwaniami. Szczególnie w rozwiniętych krajach tzw. Zachodu, w których przepisów, regulacji, wymogów i ograniczeń, odnoszących się do architektury z roku na rok przybywa. Czy można zaprojektować odlotowy budynek, gdy trzeba się jednocześnie podporządkować dziesiątkom przepisów, dotyczących udogodnień dla niepełnosprawnych, zużycia wody, segregacji śmieci, pozyskiwania energii, zachowania powierzchni biologicznie czynnych, zlokalizowania parkingów, dostępu do światła dziennego, dopasowania do sąsiedniej zabudowy i układu drogowego i wielu innych regulacji, których współczesny  architekt nie może obejść. Jeszcze niedawno Helmut Jahn, projektant swego czasu uważanego za wizjonerski kompleksu rozrywkowo-biurowego przy Placu Poczdamskim w Berlinie (budowany w latach 1993-2000) mówił wprost, że dziś naprawdę szalone wizje da się realizować tylko w Chinach, To dlatego tam właśnie swoje filie otworzyły największe pracownie architektoniczne, od SOM po Zahę Hadid, OMA Rema Koolhaasa czy Herzog & de Meuron. Przyciągały ich nie tylko atrakcyjne oferty (projektowanie siedzib władz czy korporacji, ekstrawaganckich oper, filharmonii i muzeów, gigantycznych stadionów), ale i wymarzeni inwestorzy: nie liczący się z kosztami, otwarci na szalone pomysły, marzący o budowlach większych i bardziej widowiskowych niż te w krajach tzw. Zachodu). Ale nawet w Chinach rodzi się sprzeciw wobec „dziwactw”. Na początku 2016 roku rząd chiński ogłosił plan zaostrzenia przepisów i działania, mające na celu ukrócenie rozwoju „dziwnej architektury”. Chińscy decydenci dostrzegli zagrożenia, płynące z niepohamowanego rozwoju wizjonerskiej, ale i przeskalowanej, absurdalnie drogiej i zupełnie nie szanującej kontekstu architektury. Przedstawiciele chińskiego rządu postanowili ukrócić te praktyki i położyć nacisk na rozwój budownictwa bardziej związanego z chińską tradycją i kulturą, dopasowanego skalą do potrzeb, a także ekologiczną – szanującą środowisko, energooszczędną. W wydanym przez przedstawicieli chińskiej partii rządzącej na początku roku oświadczeniu można znaleźć tezę, w Europie wprowadzoną w życie wraz z modernizmem, że w architekturze to funkcja determinuje formę…
 Zaha Hadid, projekt nowego terminala lotniska w Pekinie, 2014, źródło: www.zaha-hadid.com

Dziś widowiskowe gmachy jeszcze silniej niż kiedyś powiązane są z polityką (i politycznym marketingiem): często fundują je władze krajów o wątpliwej reputacji, dla których efekt marketingowy jest ważniejszy niż koszty czy regulacje prawne (w tym gronie prym wiodą bogate kraje rejonu Zatoki Perskiej). Przykłądem politycznego zaangażowania jest też Astana, nowa stolica Kazachstanu, w której w ciągu ostatnich kilkunastu lat wybudowano nowe centrum z siedzibami władz, ośrodków kultury czy sportu, zgrupowanych wzdłuż paradnego bulwaru. Przeskalowane, monumentalne, ociekające złotem potężne gmachy są emanacją potęgi rządzącego krajem od 1991 roku prezydenta Nursułtana Nazarbajewa.


Astana, Kazachstan, Bulwar Nurzhol, fot. en and Nyetta, CC BY 2.0

W zmieniającym się świecie rola architekta także podlega ewolucji. Choć prawdziwych, pozbawionych hamulców i wręcz oderwanych od rzeczywistości wizjonerów nie ma wielu, nawet w ramach dopuszczanych przepisami granic projektanci tworzą oryginalne, nietypowe obiekty. „Istnieje błędne mniemanie co do roli architekta – tak jakby materia wizualna czy estetyka były głównymi obszarami zainteresowania tego zawodu. Chodzi o znacznie więcej niż to, co widzimy. To bardziej złożone zagadnienia. To, co definiuje społeczeństwa – liczne siły działające w nich, ich zainteresowania – dzięki architekturze staje się namacalne. Aspekty związane z klimatem, lokalizacją, demografią, kulturą, polityką, gospodarką, technologią, problemami społecznymi, a także aspiracje grup ludzkich i nasze własne ja – to wszystko jest niezmiennie obecne w każdym projekcie” – tłumaczył w wywiadzie dla portalu http://exclusivemag.pl Asaf Gottseman z pracowni Gottesman-Szmelcman Architecture. To międzynarodowe biuro odpowiada za projekt wielofunkcyjnego gmachu OVO we Wrocławiu, wyróżniającego się zarówno rzadko spotykanym połączeniem funkcji (hotel, mieszkania, sklepy, biura), jak i ekspresyjnym kształtem o narożach zaokrąglonych do kształtu jaja.
Większość współcześnie działających architektów przyznaje, że ich praca – to najczęściej pasmo  kompromisów i wyborów „złotego środka”. Rzadko dziś spotkać można architektów tak pewnych swej nietypowej, przełamującej standardy wizji jak Howard Roark, bohater powieści Ayn Rand „The Fountainhead” (na jej podstawie w 1949 roku powstał film, w którym upartego architekta grał Gary Cooper). Roark na zamówienie wielkiej korporacji zaprojektował dla niej potężny gmach – jego surowa forma jednak nie spodobała się inwestorom, żądającym dodania do niej klasycystycznych detali. Architekt nie zgodził się na ten kompromis – stracił nie tylko to zlecenie, ale i pracę, a na życie zaczął zarabiać pracując jako robotnik. „Nie buduję, żeby mieć klientów, ale mam klientów, żeby budować” – mówi Roark, w obronie swojej autorskiej wizji rezygnując z projektu, który zapewne otworzyłby przed nim drzwi do wielkiej kariery.  Czy dziś taka postawa jest możliwa?



*****

Poczet najsłynniejszych wizjonerów architektury:


Giovanni Battista Piranesi – XVIII-wieczny włoski artysta, wsławił się jako autor wykonywanych w technice akwaforty urzekajacych starannością oddania szczegółów widoków Rzymu, ale i cyklem grafik „Carceri d'Invenzione”, przedstawiających fantastyczne, wizjonerskie, przerażające i opresyjne wnętrza więzienne. 

 Giovanni Battista Piranesi, z serii "Le Carceri d'invenzione", 1745, ilustracja w domenie publicznej

Giovanni Battista Piranesi, z serii "Vedute di Roma", 1748-1774, ilustracja w domenie publicznej

 
Giovanni Battista Piranesi, z serii "Le Carceri d'invenzione", 1774-1761, ilustracja w domenie publicznej

Étienne-Louis Boullée i Claude Nicolas Ledoux – dwóch najważniejszych architektów francuskiego neoklasycyzmu, którzy poza projektowaniem rzeczywistych obiektów rysowali przeskalowane, monumentalne, fantastyczne gmachy, projektowali miasta idealne oraz wizjonerskie ogrody. 
 Étienne-Louis Boullée, "Restauration de la Bibliothèque nationale", 1785-1788, ilustracja w domenie publicznej 

Étienne-Louis Boullée, "Cénotaphe de Newton", 1784, ilustracja w domenie publicznej 

Antonio Sant'Elia – włoski futurysta, autor manifestu, w którym apeluje o zerwanie z wszelką tradycją i projektowanie miast i budynków, pasujących do nowych czasów maszyn. Od 1912 roku opracowywał projekty futurystycznego miasta Città Nuova, zapełnionego przez drapacze chmur, połączone mostami i wiaduktami.
Antonio Sant'Elia, 1914, ilustracja w domenie publicznej

Archigram – założona w 1961 roku brytyjska grupa, w skład której weszli doświadczeni i utytułowani architekci (Warren Chalk, Dennis Crompton i Ron Herron) oraz młodzi adepci studiów (David Greene, Peter Cook i Mike "Spider" Webb), wspólnie buntujący się przeciwko skostniałym zasadom i przyzwyczajeniom, pętającym architekturę. Projektowali utopijne miasta, futurystyczne domy, a nawet wizjonerskie pojazdy czy ogrody, wszystkie swoje propozycje przedstawiając w estetyce komiksu i pop-artu. 

Archigram, Walkig City, 1964, źródło: www.archigram.net

R. Buckminster Fuller – to chyba najbardziej prominentny wizjoner architektury, powszechnie szanowany autorytet, posiadacz  28 patentów, autor 28 książek i laureat 47 honorowych stopni naukowych. W jego wizjonerskiej twórczości przeplatały się architektura, wzornictwo, zaawansowana inżyniera, kartografia, biofizyka i filozofia. Najbardziej znaną jego konstrukcją jest kopuła geodezyjna, wielościan, w którym z trójkątów równoramiennych tworzy się wytrzymała, odporna, a zarazem bardzo lekka kula (wiele takich konstrukcji powstało, znacznie większymi Buckminster Fuller chciał nakrywać całe miasta). 

Buckminster Fuller, The Montreal Biosphère, 1967, fot. Cédric Thévenet, CC BY-SA 3.0

Oskar Hansen, Zofia Hansen – polscy architekci, autorzy koncepcji Linearnego Systemu Ciągłego (LSC), utopijnej wizji nowej organizacji przestrzeni zarówno miasta, jak kraju. LSC zakładał budowę w Polsce systemu wielkich miast w formie pasów, ciągnących się z południa na północ. W owych miastach wszystkie funkcje: praca, mieszkanie, rekreacja, przemysł, usługi itd. miały biec w układzie równoległych stref odpowiednio rozdzielonych pasami zieleni. LSC był wyrazem sprzeciwu wobec tradycyjnie kształtowanych miast, rozlewających się w różnych kierunkach wokół centrum.

Oskar Hansen, Osiedle Słowackiego, Lublin, ucieleśnienie idei LSC

Jan Kaplický – od 1968 roku żyjący w Wielkiej Brytanii Czech, twórca pracowni Future Systems. Realizował gmachy o futurystycznych formach (np. centrum handlowe Selfridges w Birmingham), rysował też utopijne wizje miast przyszłości. W 2009 roku wygrał konkurs na projekt nowej siedziby Biblioteki Narodowej w Pradze. Szalony, kontrowersyjny, poddany został miażdżącej krytyce. Stres, związany z koniecznością obrony swojego projektu był podobno przyczyną nagłej śmierci architekta.
Jan Kaplický, centrum handlowe Selfridges w Birmingham, 2003, fot. Bs0u10e01, CC BY-SA 3.0


BIG – Bjarke Ingels Group – duńska pracownia, prowadzona przez Bjarke Ingelsa, który poza wizjonerskimi pomysłami poświęca wiele czasu na edukowanie w sprawach architektury, promowaniu nowatorskich rozwiązań i tłumaczeniu swoich koncepcji. W dorobku pracowni znajduje się tak samo wiele zrealizowanych, jak i utopijnych wizji. 

BIG, projekt dzielnicy rządowej w Oslo, 2014, źródło: www.big.dk

Vincent Callebaut – eko-wizjoner, autor najbardziej spektakularnych koncepcji pływających i podwodnych miast, samowystarczalnych, porośniętych przez lasy  wieżowców, budynków inspirowanych strukturą ludzkiego DNA czy gigantycznych super-ekologicznych osiedli dla tysięcy mieszkańców. 40-letni Belg pracuje na stałe we Francji, a wszystkie swoje wizje uzasadnia koniecznością zmiany myślenia o architekturze, wymuszonej przez zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie powietrza i czekającą nas zapewne z tego powodu ekologiczną katastrofę. 
Vincent Callebaut, projekt budynku - miejskiej farmy dla Nowego Jorku, 2009, źródło: http://vincent.callebaut.org

Wizje zrealizowane – symbole swoich czasów:

Walt Disney Concert Hall, Los Angeles, proj. Frank Gehry
Niektórzy uważają, że od tego się wszystko zaczęło – widowiskowy, oderwany od kontekstu i niepodobny do żadnej innej istniejącej budowli gmach miał zapoczątkować pod koniec lat 90. XX wieku falę ekstrawaganckich, ekspresyjnych, szalonych budowli. Gehry halę widowiskową dla wytwórni Disneya zaczął projektować pod koniec lat 80., niedługo później stworzył wizję ikonicznego Muzeum Guggenheima w Bilbao. Oba te obiekty do dziś są symbolami nowej epoki w myśleniu o architekturze. 

Walt Disney Concert Hall, Los Angeles, proj. Frank Gehry, fot. John O'Neill, GFDL 1.2

Siedziba CCTV, Pekin, proj. Rem Koolhaas
To ten budynek, oddany do użytku w 2012 roku, stał się pretekstem do zmiany przepisów, zapowiedzianej w styczniu 2016 roku przez chiński rząd. Wysoki na 234 metry, ekspresyjnie łamany biurowiec – siedziba głównej chińskiej stacji telewizyjnej – jest jednym z najbardziej dziś rozpoznawalnych współczesnych obiektów architektonicznych. Choć jeszcze niedawno szeroko opisywany jako ucieleśnienie wizjonerskiej koncepcji, został uznany za zbyt drogi i za duży do swojej lokalizacji, stając się symbolem wynaturzenia, jakie nastąpiło w ostatnich latach w chińskiej architekturze. 

Siedziba CCTV, fot. Francisco Anzola, CC BY 2.0

Burdż Chalifa (Burj Khalifa, Burj Dubai), Dubaj, proj. Adrian Smith i SOM
Najwyższy budynek świata, sięgający blisko 830 metrów powstał w 2010 roku. Jest wcieleniem marzenia o budowaniu bardzo wysoko – gdy powstawał, przewyższył dotychczasowego rekordzistę, budynek Taipei 101 o ponad 300 metrów. Pasja do budowania wysokościowców trwa na świecie od początku XX wieku, od kiedy zdobycze techniki pozwoliły na wznoszenie takich obiektów. Mimo że dubajski drapacz chmur okazał się finansową porażką trwają prace nad pobiciem jego rekordu wysokości.

Burj Khalifa, fot. Donaldytong, CC BY-SA 3.0

Bosco Verticale, Mediolan, proj. Stefano Boeri
Mówi się, to właśnie w stronę integrowania architektury i natury musimy zmierzać, że w obliczu problemów ekologicznych – zanieczyszczenia środowiska czy wyczerpywania się zasobów energii architektura musi się diametralnie zmienić, tak pod względem technologicznym, jak formalnym. „Wertykalny las”, wybudowane w 2014 roku w Mediolanie dwa wieżowce mieszkalne gęsto porośnięte zintegrowaną z architekturą zielenią mogą być pierwszym znakiem tych zmian. 

Bosco Verticale, fot. Luca Nebuloni, CC BY 2.0

ARCHITEKTURA NIEZRÓWNOWAŻONA: CALL FOR PAPERS



Zapraszamy do składania propozycji tekstów do tomu, który będzie towarzyszył tegorocznej edycji cyklu Synchronizacja. Książka będzie kolejną monografią po tomach: „Architektura XXI wieku”, „Chwała miasta” (2012), „Miastozdrój” (2013), „My i oni” (2014), „Konkret” (2015). Propozycje tekstów (abstrakt nie dłuższy niż 500 słów) prosimy nadsyłać do 31 marca 2016 na adres bec@beczmiana.pl z dopiskiem „Synchronizacja 2016”.

Interesują nas teksty (o długości między 20 a 40 tys. znaków ze spacjami), które będą odnosić się do zjawiska „architektury niezrównoważonej” nie tylko na poziomie analizy teoretycznej, ale które potraktują wybrany przez autora/autorkę przypadek jako okazję do opisania zjawiska, które nazywamy architekturą/urbanistyką niezrównoważoną – dialektyki tworzenia i destrukcji pozwalającej dostrzec co kryje się za pilnowaniem i przekraczaniem zasad. Termin nadsyłania tekstów, które zostaną wybrane do monografii, to północ 30 czerwca 2016. Termin publikacji książki: październik 2016 r. Autorzy wybranych do publikacji tekstów otrzymają honorarium w wysokości 350 PLN netto.

Przez architekturę oraz urbanistykę niezrównoważoną rozumiemy wszelkie próby odejścia od formatów i strategii wynikających z przyjętych poprawności projektowych, planistycznych, energetycznych i wszystkich praw, które wyznaczają dziś normy przyjęte w architekturze zachodniej uformowanej wokół dominującej XX wieku tradycji modernistycznej.

Punktami odniesienia w takim myśleniu o architekturze mogą być m.in. futurologia przełomu lat 60. i 70., gigantomania i architektury władzy, monokulturowość przestrzeni miejskich i jej podłoża, wyburzenia dla nowej architektury i granice ochrony konserwatorskiej, architektura rozpaczliwa (tymczasowe i efemeryczne projekty realizowane dzięki dotacjom na zapobieganie katastrofom, negatywnym skutkom migracji, a także na działania kulturalne) oraz agresywne, choć niewidzialne elementy istotne w odbiorze charakteru przestrzeni. To projekty budowy nowych miast na surowym korzeniu, jak Fordlandia, czyli miasto Henry’ego Forda zbudowane w środku puszczy Amazońskiej czy też to co Mike Davis nazywa współczesnymi „złowieszczymi rajami” od Las Vegas przez Dubaj po Tokio. To zarówno wielkie, monumentalne inwestycje, jak i małe interwencje, które ujawniają przyczyny i formy manifestowania się niestabilności w projektowaniu czy też przestrzeni. Ale to również pojęcie, które pozwala przyjrzeć się sposobom i obszarom ograniczania wyobraźni architektów urbanistów czy innych aktorów (współ)tworzących przestrzeń, a równocześnie szansa na poszukiwanie rozwiązań, które nie znają wstydu ani ograniczeń.

Redakcja: Bogna Świątkowska, Kacper Pobłocki
Wydawca: Fundacja Bęc Zmiana
www.synchronicity.pl / www.beczmiana.pl